styczeń 2015:

Od wtorku, 30 grudnia (a w niektórych sklepach od 31 grudnia, tj. od środy) można już nabyć kolejny, styczniowy, świąteczny numer "Prawdę mówiąc".

  • Jaka jest jego zawartość - patrz tekst na głównej stronie portalu.
Aktualnie nie ma żadnych nadchodzących wydarzeń.
Nietrudno zauważyć, że od jakiegoś czasu, regularnie, bombardowani jesteśmy informacjami na temat postępującego w ostatnich latach globalnego ocieplenia. Naukowe i polityczne „autorytety” oraz organizacje pozarządowe o zielonym zabarwieniu, z błyskiem w oku i zaciśniętymi pięściami biją na alarm przed zbliżającą się katastrofą.  Według nich winny jest człowiek i jego działalność od czasów Rewolucji Przemysłowej. Nasza cywilizacja emituje do atmosfery dwutlenek węgla, co podobno ma być przyczyną ,,ekologicznego armagedonu”.  Kiedy? Nie mówią. Każdy „autorytet” wie natomiast, że należy przeciwdziałać temu z całą stanowczością. Żyjemy w czasach, kiedy szeroko pojęte media skutecznie wyłączają naszą zdolność logicznego myślenia. Zdroworozsądkowa interpretacja faktów zostaje zastąpiona przez gotowy przekaz medialny.  Wielu z nas, mniej lub bardziej świadomie, zasłyszane informacje po prostu bezkrytycznie przyjmuje do wiadomości, bez poddania ich przemyśleniu i podstawowej krytyce. Skoncentrujmy się, więc na faktach.   Po pierwsze, prawdą jest, że klimat na Ziemi się ociepla (od początku XX w.  o ok. 0,74 °C (IV Raport Międzyrządowego Zespołu d/s Zmian Klimatu)).  Nie istnieje jednak żaden przekonujący argument na to, że proces wywołany jest przez działalność człowieka, a konkretnie przez emisję dwutlenku węgla. Liczne badania i eksperymenty wykonywane w przeszłości wskazują, że jest dokładnie odwrotnie. Przykładowo badania na lodowcach (analiza odwiertów) potwierdziły, że to wzrost temperatury powodował wzrost dwutlenku węgla- a nie odwrotnie. Co więcej, wzrost dwutlenku węgla w atmosferze w stosunku do wzrostu temperatury był opóźniony o ok. 800 lat (!). Analizując przeszłość naszej planety możemy zauważyć, że zmiana temperatur przebiegała sinusoidalnie. Mieliśmy więc do czynienia z okresami cieplejszymi i następującymi po nich ochłodzeniami. Przykładów niekoniecznie musimy szukać w prehistorii. Wspomnienia naszych przodków i zapiski historyczne pokazują, że np. Bałtyk w XVI wieku zamarzał i nie istniał najmniejszy problem z przemieszczaniem się saniami do Szwecji. Z kolei Brytyjczycy na rzece Tamizie organizowali coroczne festyny.  Z drugiej strony warto zadać z pozoru śmieszne pytanie: dlaczego Grenlandię nazywamy Grenlandią (z ang. Greenland – zielony ląd)? Może właśnie dlatego, że była zielonym lądem, kiedy akurat na Ziemi mieliśmy do czynienia z globalnym ociepleniem. Jak wiemy, w okresie holoceńskim Ziemię porastały gigantyczne paprocie, co jest dowodem na istnienie w tym czasie stosunkowo wysokiej temperatury oraz wysokiego stężenia dwutlenku węgla. Przykłady można mnożyć a wniosek nasuwa się oczywisty: globalne ocieplenie oraz globalne oziębienie są zjawiskami naturalnymi, zachodzącymi cyklicznie i człowiek nie ma na nie istotnego wpływu. Przyczyn tych zmian musimy raczej szukać w Słońcu i jego cyklach aktywności (potwierdzają to analizy wzrostu lub spadku temperatury na Ziemi do wzrostu lub spadku aktywności słonecznej) . Czy wzrost temperatury na Ziemi jest problemem? Dość obrazowo odpowiada na to pytanie Robert Tekieli: „Wpływ człowieka na środowisko naturalne jest przynajmniej o rząd wielkości za mały, by zmienić globalny klimat. Jedna erupcja wulkanu Krakatau uwolniła do atmosfery przed kilkunastu laty więcej dwutlenku węgla niż ludzka cywilizacja w ciągu całej swej historii. Zmiany klimatyczne dziś obserwowane są elementem naturalnych i cyklicznych procesów, w wyniku których na polskich ziemiach przed kilkuset laty można było uprawiać winną latorośl, a 200 lat później, na środku skutego lodem przez blisko sześć miesięcy rocznie Bałtyku budowano co roku gospodę obsługującą tranzyt z Polski do Szwecji i z powrotem.” („GP”, nr 10, 07/03/2007)) Z kolei Władmir Putin przyznał z rozbrajającą szczerością: „My się nawet cieszymy z ocieplenia. Będziemy mogli zaoszczędzić na ogrzewaniu, nasza flota może łatwiej operować na północy, wolnej od lodów, będziemy też mieli więcej ziem nadających się do uprawy.” (Cena apokalipsy, „Forum”, 23/08/2010) Po co więc cały ten szum medialny? Co więcej, skąd zainteresowanie się tematem przez polityków? Jeśli nie wiadomo o co chodzi... no właśnie! Pieniądze... Histeria związana z globalnym ociepleniem nieustannie się nasila. Powoli, ale konsekwentnie przeradza się z naukowych stwierdzeń w propagandę. Angażowane są coraz to większe siły i środki. Co więcej, nie brane są już pod uwagę głosy krytyczne, mające swoje źródło w znanych ośrodkach naukowych. Agendy rządowe w USA przeznaczają na walkę z globalnym ociepleniem coraz większe pieniądze. To przyciąga ludzi i tworzy nowe posady. Ludzie pracujący we wspomnianych agendach promują walkę ze zjawiskiem... Zatacza się błędne koło. Globalne ocieplenie powoli staje się biznesem. Sprawia, że coraz więcej naukowców walczy o fundusze rządowe, które są przydzielane konkretnie na pracę związaną z tematem. Powoduje to swoistą patologię. Badania dotyczące ocieplania klimatu stały się obecnie najbardziej opłacalnymi działami nauki. Szokuje fakt, że coraz częściej mamy do czynienia ze zjawiskiem dyskryminacji naukowców o innych poglądach. Poglądach, kwestionujących instnienie globalnego ocieplenia z winy człowieka.  Debata polityczno-publiczna praktycznie nie istnieje. Efektem dyskusji na poziomie międzynarodowym jest podpisanie tzw. Protokołu z Kioto. Traktat wszedł w życie w 2005 roku i miał na celu redukcję gazów cieplarnianych. Warto wspomnieć, że w związku z tą sprawą odbyło się jeszcze kilka innych spotkań,  jednak nie podjęto w ich trakcie żadnych konkretnych decyzji. Można się nawet pokusić o stwierdzenie, iż miały one charakter imprez towarzyskich. Traktat z Kioto uruchomił też spiralę handlu emisjami. Polska w momencie podpisania protokołu znalazła się w dość wygodnej pozycji, ponieważ jako bazowy rok przyjęto 1988. Nasz kraj według założeń miał obniżyć emisję o ok. 6%. Niestety Komisja Europejska zdecydowała się ograniczyć przyznane Polsce limity. Otwartym pozostaje pytanie:  w jaki sposób całe to zamieszanie wokół tzw.  globalnego ocieplenia może dotknąć zwykłych obywateli? Skutki już są odczuwalne. Przymusowy wykup limitów emisji CO2 uderza nie tylko w przemysł energetyczny i górniczy, ale także bezpośrednio w nas, płacących rachunki za energię elektryczną. Bogatsi o doświadczenia z przeszłości możemy być także pewni, że podatek od emisji CO2 (prawdopodobnie w pośredniej formie) jest tylko kwestią czasu. Miejmy tego świadomość... Kamil Kądzielawa
czytaj więcej...

(34 komentarzy)

Na dąbrowskiej stronie powiatowej czytamy m.in.: „Powiat Dąbrowski przystąpił do akcji PRZEJRZYSTA POLSKA (...). Celem akcji jest promowanie uczciwości i skuteczności w samorządach, co przyczyniłoby się do poprawy jakości życia publicznego...". Jak wygląda to jednak dzisiaj w praktyce? Samorządy w każdym demokratycznym państwie na całym świecie funkcjonują w oparciu zarówno o ustawy jak i regulacje wewnętrzne, np. regulaminy organizacyjne oraz zarządzenia, które mają określać precyzyjnie m.in. kompetencje urzędników. Na przykład w czasie poprzedniej kadencji Rady Powiatu Dąbrowskiego 22 marca 2007 roku radni powiatowi podjęli uchwałę, na mocy której obowiązywał do niedawna (dokładnie do 31 maja 2011 roku) Regulamin Organizacyjny Starostwa Powiatowego w Dąbrowie Tarnowskiej. Paragraf 5 tego Regulaminu określał precyzyjnie kompetencje starosty, zaś paragraf 6 – wicestarosty. Czytamy w nim m.in.: „W ramach zadań wyznaczonych przez Starostę, o których mowa w ust.1, Wicestarosta koordynuje i nadzoruje działania w zakresie geodezji, kartografii, katastru i gospodarki nieruchomościami, komunikacji, transportu i drogownictwa, urbanistyki, architektury i budownictwa, ochrony środowiska, rolnictwa, leśnictwa i gospodarki wodnej." Tak więc każdy obywatel mógł się dowiedzieć, za co odpowiada wicestarosta (wówczas Tadeusz Kwiatkowski), czytaj: za co podatnik płaci mu miesięcznie kilkakrotnie więcej niż zarabia przeciętny mieszkaniec Powiśla. 1 czerwca 2011 roku wszedł jednak w życie nowy Regulamin Organizacyjny, w którym na próżno szukalibyśmy w/w zadań, powierzonych wicestaroście. W Regulaminie pozostał tylko paragraf 6, w którym czytamy: „Wicestarosta jest Zastępcą Starosty, wykonuje zadania i kompetencje wyznaczone zgodnie z upoważnieniem udzielonym przez Starostę". Podatnik dąbrowski miałby jednak trudności, gdyby chciał się dowiedzieć cokolwiek na temat tego „upoważnienia". Ktoś mógłby powiedzieć w tym momencie: a może obecny starosta Kwiatkowski wydał po prostu jakieś zarządzenie, w którym określone są kompetencje jego obecnego zastępcy Roberta Pantery? Na stronie starostwa, w Biuletynie Informacji Publicznej jest co prawda dział „ZARZĄDZENIA STAROSTY", nie ma jednak w nim żadnego zarządzenia Kwiatkowskiego (stan z 9.06.2011). Można je znaleźć w samym starostwie, ale nie ma wśród nich niczego, co by opisywało kompetencje wicestarosty. Można więc spytać, za co właściwie płacimy Robertowi Panterze po 1 czerwca, skoro nie wiemy, za co konkretnie odpowiada, tak, jak to miało miejsce w poprzedniej kadencji czy też jak to jest regulowane precyzyjnie w innych powiatach. Na przykład w paragrafie 10 Regulaminu Organizacyjnego Starostwa Powiatowego w Tarnowie czytamy: „Wicestarosta i Etatowy Członek Zarządu realizują w zakresie kierowania Starostwem zadania wyznaczone przez Starostę odrębnym zarządzeniem", zaś w stosownym Zarządzeniu Nr 49/2010 Starosty Tarnowskiego z 31 grudnia 2010 roku opisane są szczegółowo zadania, które powierzone zostały wicestaroście: „Wicestarosta bezpośrednio koordynuje i nadzoruje merytorycznie wykonywanie zadań w zakresie: 1) geodezji, kartografii, katastru, 2) gospodarki wodnej, ochrony środowiska i przyrody, leśnictwa i rybactwa śródlądowego, 3) infrastruktury technicznej powiatu, planowania przestrzennego, nadzoru budowlanego, 4) zamówień publicznych, 5) inwestycji powiatu – systemowy monitoring realizacji zadań inwestycyjnych ujętych w budżecie Powiatu, 6) pomocy społecznej..." Jak więc widać podatnik w powiecie tarnowskim – w odróżnieniu od podatnika na Powiślu - wie, za co płaci swemu wicestaroście. Można spytać, dlaczego właściwie nowy Regulamin Organizacyjny Starostwa Powiatowego w Dąbrowie Tarnowskiej został w ten sposób zmieniony, by wyeliminować z niego zapisy dotyczącego konkretnych zadań, za które odpowiada wicestarosta Robert Pantera? Jak wieść powiatowa niesie, to starosta Kwiatkowski nie chciał formalnie przypisać żadnych kompetencji swemu zastępcy Robertowi Panterze, by kontrolować samodzielnie „wszystko co się rusza i nie rusza" w powiecie dąbrowskim. Inni twierdzą zaś, że to sam Pantera nie chciał, by zostały określone szczegółowo jego zadania. Teraz – w świetle Regulaminu - nie odpowiada właściwie za nic, a pieniądze płyną do jego kieszeni dość wartkim strumieniem (zarabiać musi ok. 8-10 tysięcy zł – do 20 czerwca nie uzyskaliśmy od starosty Kwiatkowskiego informacji na ten temat!). „Nadstarosta" Michalak – czyli „D" jak.... co? Wytłumaczeniem braku precyzyjnego przypisania zadań wicestaroście Panterze mogą być także niezbyt wysokie notowania tego samorządowca. By się przekonać, jaka jest samorządowa wiedza Pantery, można porozmawiać z nim np. na temat katastru, nadzoru budowlanego czy monitoringu realizacji zadań inwestycyjnych. Kwiatkowski musi zdawać sobie zapewne sprawę, iż nie tylko on sam i Pantera są słabymi ogniwami w urzędzie. Tym chyba można wytłumaczyć stworzenie nowego stanowiska w Starostwie (w poprzedniej kadencji nikomu nawet nie przyszło do głowy, by coś takiego robić) o tajemniczej nazwie „Samodzielne Stanowisko Doradcy". Obsadzono go Krzysztofem Michalakiem, który jak na razie – „wsławił się" prowadzeniem drobiazgowej kontroli w Centrum Polonii po głośnym medialnie pozbyciu się jego dyrektora (patrz artykuł na ten temat: „Kto chce zaorać Centrum Polonii?"). Warto przypomnieć, że w przeszłości Michalak był przez niektórych postrzegany jako swego rodzaju „szara eminencja" w Starostwie, a wcześniej był szefem Urzędu Rejonowego w Dąbrowie Tarnowskiej. Skrót, którym oznaczono to stanowisko, nie został chyba wybrany zbyt szczęśliwie, jako że jest to litera „D". Czym się ma zajmować tajemniczy „DORADCA"? Do jego zadań ma należeć np.: doradztwo ekonomiczne i analiza w zakresie spraw finansowych, analiza arkuszy organizacji szkół, wykonywanie czynności nadzorczo-kontrolnych nad właściwą działalnością organizacyjno-finansową zespołu opieki zdrowotnej. Za to rozmnożenie biurokracji w starostwie zapłacą oczywiście – jak zwykle – podatnicy, którzy zapewne zastanawiają się teraz, po co kolejny pracownik, skoro w urzędzie tym pracuje już kilkadziesiąt osób, z których część wykonuje podobne lub takie same zadania jak „D". Takie zdefiniowanie kompetencji Michalaka sugerować może, iż ma to być jakiś wyjątkowy superurzędnik, prawie „nadstarosta". Z drugiej strony przypisanie mu takich właśnie zadań odebrać można jako wotum nieufności wobec wicestrosty Pantery (w końcu to b. nauczyciel!), wobec nowej dyrektor szpitala, Naczelnika Wydziału Rozwoju Lokalnego, Edukacji i Zdrowia czy też dyrektorów szkół. red.
czytaj więcej...

(21 komentarzy)

2011-07-01 16:42

FOTOREPORTAŻ MIESIĄCA

Zdjęcia żeńskiej drużyny OSP z miejscowości Kanna (gmina Bolesław) w akcji - w czasie IV. Wojewódzkich Zawodów Sportowo-Pożarniczych drużyn OSP. Płeć piękna potrafi być także odważna, wytrwała i sprawna. W sobotę, 11 czerwca 2011 na stadionie Unii Tarnów w Mościcach odbyły się IV. Wojewódzkie Zawody Sportowo-Pożarnicze drużyn Ochotniczej Straży Pożarnej. Powiat dąbrowski reprezentowała (obok drużyny męskiej OSP z Borusowej) żeńska drużyna OSP z miejscowości Kanna (gmina Bolesław). Przedstawiamy dziewczyny z OSP Kanna w akcji. Skład drużyny: Janina Adamczyk, Jolanta Białas, Monika Chrzan, Magdalena Gądek, Paulina Kozaczka, Katarzyna Maroszek, Alicja Ryś, Lucyna Słoń, Justyna Wnęk, mechanik: Andrzej Adamczyk. Szefem OSP jest Kazimierz Chrzan. Nie tylko Kanna, ale cały powiat dąbrowski może być dumny z dziewczyn, które ostatecznie zajęły 6 miejsce (najmłodsze z nich mają 16 lat). Patrz zdjęcia z imprezy - jedna z naszych galerii
czytaj więcej...

(2 komentarzy)

Wójt Kazimierz Olearczyk z dumą pokazuje dyplom przyznany Gminie Bolesław za zajęcie 6 miejsca w Małopolsce w rankingu Gazety Prawnej i Ministerstwa Finansów, obrazującym wartość pozyskanych przez gminę dotacji z Unii Europejskiej. W powiecie dąbrowskim pod tym względem Bolesław był najlepszy. Na terenie gminy mieszka zaledwie ok. 3 tysiące osób. Bolesław jest najmniejszą gminą na Powiślu Dąbrowskim, ale może się pochwalić nie tylko wyjątkową sprawnością w zdobywaniu unijnych dotacji, ale także ich racjonalnym wydatkowaniem na remonty dróg czy budowę kanalizacji sanitarnej. Kazimierz Olearczyk jest wójtem od 1990 roku, a w urzędzie gminy pracuje już od 1982. Doskonale zdaje sobie sprawę, że w związku z rządowymi zapowiedziami ograniczenia zadłużenia samorządów, trzeba oszczędzać. Zatrudnia tylko 18 pracowników, a zadłużenie gminy utrzymuje na poziomie dwukrotnie niższym niż dopuszczalny. Mimo tych oszczędności gmina zyska budynek wielofunkcyjny z przedszkolem, biblioteką i świetlicą. Wójt może także pochwalić się gminną orkiestrą i zespołem pieśni i tańca, działającym w jednym z domów ludowych na terenie gminy. Relacja filmowa z próby zespołu – patrz nasz portal: www.prawde.mowiac.pl Po ostatniej powodzi media rozpisywały się na temat strat np. w gminie Szczucin, gdy tymczasem ucierpiały – i to także poważnie – inne części Powiśla, jak np. gmina Bolesław. Dwa kanały Zyblikiewicza stanowią problem zarówno dla Bolesławia jak i sąsiedniego Mędrzechowa. Gdy podnosi się poziom wody na Wiśle, automatycznie zamykają się klapy hamujące przepływ wody z kanałów do rzeki. Wówczas inną drogą woda z kanałów Zyblikiewicza (powstałych jeszcze przed I. wojną światową) przepompowywana jest do Wisły. Jednakże wydajność pomp jest zbyt mała i powstaje zagrożenie zalania gminy nie tylko z powodu podmakania wałów przeciwpowodziowych z zewnętrznej strony Wisły, ale także przez wodę spływającą kanałami. Wynikające z tego stanu rzeczy zagrożenie powodziowe jest chyba największym problemem dla mieszkańców gminy Bolesław. Samorząd stara się pozyskać lobby, które doprowadziłoby do modernizacji pomp. Gmina czeka na pomoc w tej sprawie zarówno radnych wojewódzkich jak i parlamentarzystów.
czytaj więcej...

(12 komentarzy)

Jeśli budynek ma 11 metrów i 99 centymetrów wysokości, można go remontować bez pozwolenia. Wystarczy samo zgłoszenie prac budowlanych. Jeśli zaś ma np. 12 metrów i 1 centymetr, przeprowadzenie zgłoszonego tylko remontu bez pozwolenia może zaprowadzić nas nawet za kratki w myśl artykułu 90 Prawa budowlanego. Prezes dąbrowskiej spółdzielni mieszkaniowej chciał zrobić dobrze mieszkańcom wysłużonego już budynku przy Kościuszki 4 i rozpoczął jego ocieplanie, nie dysponując dokładną jego wysokością. Zgłosił tylko prace remontowe. Termoizolacja budynku rozpoczęła się w lipcu 2010 roku. Ktoś „życzliwy" wysłał jednak anonim, z którego prokuratura dąbrowska dowiedzieć się miała, że prezes nie tylko naruszył prawo budowlane, ale rzekomo naraził spółdzielnię na straty finansowe. Szef spółdzielni mieszkaniowej stał się więc oskarżonym Krzysztofem K. Co prawda zarzuty o niegospodarność upadły, ale oskarżenie o naruszenie prawa budowlanego pozostało i Krzysztof K. stanął 7 czerwca 2010 roku przed dąbrowskim sądem. W sprawie tej pojawia się kilka wątków, które czynią ją wartą opisania. Jako że Krzysztof K. sądził, że budynek jest niższy niż 12 metrów (co niezbyt dobrze o nim świadczy jako prezesie spółdzielni) dokonał przed rozpoczęciem jego remontu zgłoszenia, a Starostwo Powiatowe w Dąbrowie Tarnowskiej nie wniosło żadnego sprzeciwu, więc rozpoczęła się termoizolacja budynku. Drugą ciekawą okolicznością sprawy jest to, że jeden z pracowników spółdzielni mieszkaniowej, nie mając stosownego upoważnienia, wycofał wspomniane zgłoszenie remontu, zaś pracownik Starostwa podyktować miał treść wniosku o wycofanie zgłoszenia. Jak się wydaje, zarówno jeden, jak i drugi naruszyć musieli w tym momencie obowiązujące przepisy. Wszystko wskazuje bowiem na to, że pracownik starostwa nie miał prawa przyjąć wniosku od nie upoważnionego pracownika spółdzielni, ten zaś bezprawnie wycofał zgłoszenie remontu. Pracownik spółdzielni twierdzi, że to Krzysztof K. polecił mu wycofać zgłoszenie, zaś prezes temu zaprzecza. Gdy stało się jasnym, że samo zgłoszenie prac remontowych to za mało, spółdzielnia złożyła wniosek o pozwolenie na jego przeprowadzenie 26 czerwca 2010 roku. Ten sam wspomniany wyżej urzędnik Starostwa Powiatowego skierował notatkę służbową do Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Dąbrowie Tarnowskiej, w której informował, że prowadzono prace remontowe bez wymaganego pozwolenia. PINB zobowiązał wówczas spółdzielnię mieszkaniową (w tzw. trybie naprawczym, wynikającym z prawa budowlanego) do przedstawienia dokumentów, z których by wynikało, iż termoizolacja została przeprowadzona prawidłowo. Gdy dokumenty takie trafiły faktycznie do PINB, inspektor podjął decyzję o umorzeniu całej sprawy. Starostwo nie dawało jednak za wygraną i skierowało odwołanie do Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru Budowlanego, który stwierdził jego niedopuszczalność. Do dziś nie wiadomo, kto podpisał to odwołanie? Ówczesny starosta Wiesław Krajewski twierdzi, że to nie on, więc kto – ówczesny wicestarosta Tadeusz Kwiatkowski czy też jakiś urzędnik starostwa? Po decyzjach inspektorów nadzoru budowlanego wydawało się, że sprawa jest zakończona, tym bardziej że mieszkańcy budynku przy Kościuszki 4 byli zadowoleni. iż rachunki za ogrzewanie będą niższe. Po sezonie grzewczym faktycznie okazało się, że płacą ok. 30 % mniej. Krzystof K. musiał jednak stanąć przed sądem. Prokurator złożył wniosek o... warunkowe umorzenie postępowania karnego. Można w tym momencie spytać, po co więc obarczać sąd taką sprawą (tym bardziej, że sądy w Polsce mają co robić). „Na mieście" od dawna mówi się, że jeśli sprawa zostanie w takim trybie umorzona, to Krzysztof K. straci okresowo prawo startu w wyborach. Dodać w tym miejscu wypada, że obecny prezes spółdzielni był kiedyś starostą, a w ostatnich wyborach samorządowych brał udział w wyborach na burmistrza Dąbrowy Tarnowskiej. Gdyby wygrał ze Stanisławem Początkiem, a później został przez sąd uznany winnym, straciłby fotel burmistrza. Następna rozprawa odbędzie się 29 czerwca 2011, o godzinie 9:oo, w sądzie dąbrowskim w sali nr 230. red.
czytaj więcej...

(6 komentarzy)

2011-07-01 16:42

SPORT

Dąbrovia II

HISTORIA Drużyna rezerw Dąbrovia II powstała w czerwcu 1999 roku i miała za zadanie być bazą szkoleniową dla zespołu Dąbrovii I. Trzon tej drużyny stanowią starsi i doświadczeni zawodnicy, którzy reprezentują barwy klubowe przez wiele lat. Ich umiejętności i staż piłkarski oraz wprowadzona dyscyplina pozwalają na rozwój młodych i zdolnych piłkarzy. Ojcem sukcesów drużyny jest niewątpliwie Marek Bezak mieszakniec Dąbrowy Tarnowskiej, nadal czynny zawodnik klubu z 30-letnim stażem. To jego zdolności organizacyjne oraz umiejętności pozyskiwania sponsorów (Meblex, Joker Klub, Mix Elekronix) pozwalają na znakomite funkcjonowanie drużyny.Grającym trenerem zespołu jest Paweł Trzpit, a większość zawodników ma IV ligowe „ogranie". PODSUMOWANIE Przed końcem rozgrywek Marek Bezak podsumował sezon piłkarski i stwierdził, że: „obecny sezon 2010/2011 zespół rezerw Dąbrovii może zliczyć do naprawdę udanych. Na dwie kolejki przed zakończeniem (15.06.11) wiemy, że tegoroczny sezon był pod każdym względem rekordowy, co cieszy i napawa optymizmem na przyszłość". „OKIEM TRENERA" - rozmowa z Pawłem Trzpitem Jak ocenia pan mijające rozgrywki ? Pozytywnie. Drużyna grała w miarę równo, choć zdarzały się potknięcia takie, jak mecz z Olesnem czy z Brzezówką. Kogo chciałby Pan wyróżnić indywidualnie? Na pewno obydwu bramkarzy - Pawła Zająca i Przemka Grabkę, którzy mimo młodego wieku byli pewnymi punktami zespołu. Trudno również nie docenić najlepszego strzelca Marcina Dzięgla. Muszę podkreślić, że cała drużyna rezerw zasługuje na pochwałę za osiągnięty wynik. Plany na przyszły sezon? Wiadomo, że gramy o najwyższe cele i w ciągu sezonu będziemy chcieli „ogrywać" jak najwięcej młodych zawodników, aby klub miał z nich pociechę
czytaj więcej...

(2 komentarzy)

Kazimierz Światłowski (56 l.) sołtysem w Grądach (gmina Mędrzechów) jest już od ponad 20 lat. Cieszy się tutaj szacunkiem. Równocześnie jest radym gminnym i szefem OSP. Sołtysa trochę smuci to, że młodzi ludzie we wsi nie angażują się tak bardzo, jak dawniej, w pracę społeczną. Pan Kazimierz z dumą pokazuje nowy nabytek jednostki OSP w Grądach – wóz strażacki, zakupiony dzięki ofiarności mieszkańców wsi oraz pomocy wójta. Sołtys zwraca uwagę na ciężką sytuację rolników, na przykład nieopłacalność hodowli trzody chlewnej. Bezrobocie owszem jest, ale nie ma co narzekać: „Jak się komu robić chce, to jedzie za granicę, a jak się nie chce, to idzie do gminy na interwencję lub staż, ale przecież to rozwiązanie tylko chwilowe dla młodego człowieka". Sołtys Światłowski podkreśla, że mało kto wie, iż w gminie Mędrzechów ok. 60% pól uprawnych zalała woda w czasie ubiegłorocznej powodzi. „Mamy 130 km rowów. Gmina nie może finansować ich konserwacji, bo nie są naszą własnością" – mówi sołtys. Ubolewa nad koniecznością likwidacji miejscowej szkoły podstawowej. Zagrożone likwidacją może być także dopiero co wyremontowane przedszkole. Niż demograficzny robi swoje. Radny Światłowski chwali wójta. Krzysztof Korzec jest wójtem Gminy Mędrzechów, w której mieszka ok. 3.600 osób, drugą kadencję. W jego gminie rodzice płacą zaledwie 10 zł miesięcznie za całodniowy pobyt dziecka w przedszkolu. Gmina jest dumna ze swej hali sportowej. Być może powstanie także amfiteatr? Sołtys i radny gminny zarazem Światłowski ceni niezależność wójta, jego bezpartyjność. patrz relacja filmowa z sesji Rady Gminy Mędrzechów na naszym portalu: www.prawdemowiac.pl
czytaj więcej...

(5 komentarzy)

W czasie niedawnego „Święta truskawki" nad byłym zbiornikiem Narożniki, pytaliśmy uczestników tej imprezy, dlaczego nie ma jeszcze w nim wody i co o tym sądzą. Wszyscy bez wyjątku byli – delikatnie mówiąc – zirytowani takim stanem rzeczy tuż przed rozpoczęciem lata. Jeden z mieszkańców Radgoszczy stwierdził, że przypomina mu się w tym miejscu dowcip sprzed lat: pensjonariusze pewnego zakładu skaczą na główkę do basenu, z którego wychodzą następnie z rozbitą głową. Jeden z opiekunów mówi wówczas do nich – „Jak będziecie grzeczni, to dyrektor wpuści Wam jutro wodę do basenu". Przy byłym zbiorniku widzimy dumnie prezentującą się tablicę z napisem: „Projekt... odbudowa zbiornika wodnego... o wartości 2.641.012 PLN został zrealizowany w roku 2010 przy wsparciu finansowym z NFOŚiGW". Kasa wydana, a ludzie machają nogami, siedząc na kuriozalnym molo, pod którym nie widać ani kropli wody. Być może wójt gminy Radgoszcz Marek Lupa tego lata będzie namawiał mieszkańców do kąpieli piaskowych? Wójt to zaiste osobliwy. Jako jedyny w powiecie dąbrowskim nie był w stanie powiedzieć sam naszemu reporterowi, jaki jest budżet gminy i ilu zatrudnia pracowników. Jeszcze większym kuriozum była niechęć wójta do ujawnienia swej przynależności partyjnej. Czyżby członkostwo w PSL było czymś wstydliwym?
czytaj więcej...

(33 komentarzy)