styczeń 2015:

Od wtorku, 30 grudnia (a w niektórych sklepach od 31 grudnia, tj. od środy) można już nabyć kolejny, styczniowy, świąteczny numer "Prawdę mówiąc".

  • Jaka jest jego zawartość - patrz tekst na głównej stronie portalu.
Aktualnie nie ma żadnych nadchodzących wydarzeń.
Po ponad 100 latach funkcjonowania szkoła w Samocicach (gmina Bolesław) może przestać istnieć. Mieszkańcy nie chcą do tego dopuścić. Dzieci w Samocicach mogły uczęszczać do swej szkoły już w latach osiemdziesiątych XIX. wieku. Nauczał tu wówczas Jakub Bojko, działacz ludowy z Gręboszowa. W latach 1946-49 powstał nowy budynek szkolny, zaś w latach 90. - dzięki zaangażowaniu mieszkańców Samocic oraz finansowej pomocy rodaków z USA - powstała sala gimnastyczna. Radne z Samocic Jeszcze niedawno wójt Kazimierz Olearczyk obiecywał utrzymanie tej placówki w dotychczasowym kształcie. Położono nawet nową kostkę. Jak się jednak okazało, była to chyba tylko przedwyborcza „kiełbasa" dla elektoratu z tej wioski. Radna gminna z Samocic, Wiesława Lupa jednoznacznie ocenia plany swego rodzaju „kastracji" placówki oświatowej: „To jest chore!". Przeciwko okrojeniu szkoły do 3 klas (od września tego roku) czy też jej ewentualnej całkowitej likwidacji protestuje także sołtys Samocic i równocześnie radna Rady Gminy Bolesław, Mariola Gwóźdź. 3-osobowa reprezentacja Samocic w Radzie Gminy Bolesław nie jest w stanie obronić szkoły, jeśli pozostali radni i wójt Olearczyk będą chcieli wymazać szkołę z mapy oświatowej powiatu dąbrowskiego. Dyrektor szkoły, Maria Zwirecka uważa, iż szkoła jest ważnym elementem życia Samocic, a od względów czysto ekonomicznych ważniejsze jest przecież dobro dzieci, które dotychczas mogły w swej miejscowości pobierać naukę. Rodzice bardzo wysoko oceniają pracę nauczycieli. Andrzej Twardzik i Dorota Woźniak, której dzieci uczęszczały do szkoły w Samocicach, czarno widzą przyszłość wioski bez tej szkoły. Przypominają, że już w marcu kilkadziesiąt osób protestowało przeciwko planom likwidacji bądź ograniczenia funkcjonowania szkoły w Samocicach. Ksiądz proboszcz Zygmunt Kogut zwraca uwagę, iż tak duża wioska, jak Samocice, ma przecież także swój istotny wkład finansowy w całość budżetu gminy Bolesław i nie może być traktowana po macoszemu przez lokalne władze. Po ograniczeniu liczby klas do trzech, gdy pierwsza i druga będą połączone, trudno będzie uczyć dzieci, np. przygotowywać do Pierwszej Komunii Świętej. Nie można w taki sposób traktować prawie pół tysiąca osób. Parafia pustoszeje. Kiedyś była w Samocicach poczta. Teraz młodzież nie widzi tu dla siebie miejsca. Już obecne rozwiązanie, tj. zredukowanie placówki tylko do trzech klas nie jest najlepszym pomysłem. Jeśli szkoła zostanie całkowicie zlikwidowana, będzie jeszcze gorzej. Radni z Samocic oraz mieszkańcy wioski liczą na solidarność pozostałych członków Rady Gminy Bolesław. Nie zawsze ekonomia powinna rządzić. Podobno to człowiek jest najważniejszy, jak mawiają co cztery lata niektórzy politycy. Dyrektor Maria Zwirecka   Andrzej Twardzik na tle sali gimnastycznej   Dorota Woźniak   Ksiądz proboszcz Zygmunt Kogut red.
czytaj więcej...

(14 komentarzy)

2011-09-07 21:19

RADNY DYMON W AKCJI

Na czerwcowej sesji Rady Gminy Gręboszów, na której wystąpili m.in. mieszkańcy gminy protestujący przeciw proponowanemu przebiegowi drogi dojazdowej do planowanego mostu w Borusowej, błysnął formą radny Dymon. Były Przewodniczący Rady Gminy Gręboszów, a teraz radny, Franciszek Dymon potraktował naszego dziennikarza w iście białoruskim stylu. Relację filmową z tego incydentu można zobaczyć na naszym portalu: www.prawdemowiac.pl w galerii filmów (tytuł filmu „Radny Dymon w akcji"). Z jaką partią polityczną związany jest radny Dymon? Wśród tych, którzy przyślą lub przyniosą do redakcji poprawną odpowiedź na to pytanie, rozlosowane zostaną nagrody-niespodzianki.
czytaj więcej...

(8 komentarzy)

Bloki mieszkalne na osiedlu Kościuszki w Dąbrowie Tarnowskiej wybudowano jeszcze w czasach PRL-u, a użytkownicy mogli w nich mieszkać tylko na podstawie umowy najmu. Na przełomie lat 80. i 90 stworzono warunki prawne, aby dotychczasowi najemcy mogli stać się właścicielami tych lokali mieszkalnych w drodze aktu kupna sprzedaży na zasadach preferencyjnych. W celu prawidłowego zarządzania nieruchomościami wspólnymi w roku 1995 weszła w życie ustawa o własności lokali.   na zdjęciu - Józef Nowak Ówczesny zarządca miał obowiązek zrealizować praktycznie tę ustawę poprzez przekazanie wydzielonego majątku powstałym wspólnotom mieszkaniowym. Niestety w Dąbrowie Tarnowskiej – mimo licznych interwencji - władze samorządowe nie zastosowały się do obowiązku ustawowego i to zaniechanie stało się źródłem konfliktu, który trwa do dnia dzisiejszego – jak zauważa Józef Nowak, jeden z mieszkańców osiedla Kościuszki. Dopiero wyrok Sądu Okręgowego w Tarnowie z października 2005 roku w - przegranej w praktyce przez burmistrza Początka - sprawie o zapłatę należności przez tegoż Nowaka, spowodował, że przepisy w/w ustawy zaczęły obowiązywać w Dąbrowie Tarnowskiej, ale dopiero od stycznia 2006. Sąd uznał wówczas, że podmiotem uprawnionym do pobierania należności od właścicieli lokali mieszkalnych, jest wspólnota mieszkaniowa, która posiada osobowość prawną, a nie Gminny Zakład Gospodarki Komunalnej. Spór o niewłaściwe zarządzanie i rozliczanie należności za mieszkania własnościowe rozpoczął się w 2003 roku. Józef Nowak podkreśla, że Gminny Zakład Gospodarki Komunalnej w Dąbrowie Tarnowskiej - jako zakład budżetowy Gminy - nie posiadał osobowości prawnej i dlatego nie mógł pełnić funkcji zarządcy. Po drugie, sposób naliczania i rozliczania opłat mieszkaniowych mógł być uznany za nieprawidłowy, gdyż pieniądze pobierane od mieszkańców nie były wpłacane na odrębne konto bankowe wspólnoty mieszkaniowej. Nowak chcąc wymusić respektowanie prawa, zaprzestał wpłat, oczekując na korzystne dla niego rozstrzygnięcie sądu, które zapadło w październiku 2005 r. Swoje zobowiązania Nowak wpłacał nie do kasy gminnej, lecz na wyodrębnione konto wspólnoty mieszkaniowej. Teraz i wspólnota mieszkaniowa, i zarządca nie bardzo wiedzą, co z tymi wpłaconymi pieniędzmi zrobić. Oto tylko jeden z efektów wcześniejszego nierespektowania ustawy o własności lokali. Można w tym miejscu spytać, czy nie ma jakiejś analogii pomiędzy tą sprawą i „aferą przedszkolną", o której będziemy pisać w przyszłości. Istnieje jeszcze drugi, bardzo poważny problem zarządzania nieruchomością wspólną w zakresie remontów i inwestycji. Józef Nowak wielokrotnie wnioskował, aby nieruchomości wspólnej nadać charakter działki budowlanej, dzięki któremu właściciele mieliby lepsze możliwości modernizacji nieruchomości. Tutaj także władze nie wykazały się należytą wyobraźnią i nie zrealizowały przepisów ustawy, przekazując wspólnocie mieszkaniowej budynek mieszkalny wraz z przynależną działką, ale tylko po tzw. obrysie budynku. Nie trzeba było długo czekać na kolejne konflikty, gdy pojawił się problem odwodnienia budynku. Za roboty odwadniające, które zostały wykonane na terenie należącym do gminy, przylegającym do budynku wspólnoty, z niezrozumiałych powodów musiała zapłacić wspólnota mieszkaniowa. Dlaczego właściwie mieszkańcy osiedla mieli płacić za prace budowlane na terenie gminy? Józef Nowak, zastanawia się, czy odpowiedzią na to pytanie nie jest przypadkiem fakt, że w zarządzie wspólnoty mieszkaniowej zasiada wiceburmistrz Marek Minorczyk, który reprezentuje właśnie interesy Gminy. Nowak uważa zresztą, że obecność wiceburmistrza w zarządzie nie jest zgodna z prawem. Kolejny problem, który - zdaniem Nowaka - wynika z niewłaściwego przekazania przed laty budynku wspólnocie mieszkaniowej, związany jest z termoizolacją nieruchomości. Nie można bowiem przystąpić do termoizolacji z powodu braku terenu na cele budowlane. George Orwell w „Folwarku zwierzęcym" napisał, iż co prawda w wyniku świńskiego przewrotu wszystkie zwierzęta miały być równe, ale później – jak to zwykle bywa po rewolucjach – niektóre spośród nich okazały się być równiejsze. Prawo powinni przestrzegać w równym stopniu wszyscy obywatele, także (a właściwie przede wszystkim) ci, którzy (chwilowo z woli ludu) sprawują władzę. Dobrze, że znalazł się choć jeden obywatel, który zaprotestował przeciw temu relatywizmowi prawnemu i spowodował respektowanie przepisów przez władze Gminy Dąbrowa Tarnowska P.S. W następnym numerze pokażemy, w jakim stopniu prawo naruszał ówczesny Dyrektor Gminnego Zakładu Gospodarki Komunalnej w Dąbrowie Tarnowskiej – Tadeusz Kwiatkowski – obecny starosta dąbrowski. red.
czytaj więcej...

(5 komentarzy)

2011-09-06 17:44

GRECKA TRAGEDIA

Laureat nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii, Amerykanin Milton Friedman, stwierdził kiedyś, że świat finansów bardzo przypomina nadmierne spożycie alkoholu. Otóż w jednym i w drugim przypadku początkowo występuje nadmiar środków płynnych i euforia, a następnie przychodzi depresja. Analizując obecną sytuację Grecji oraz pomysły finansowego wsparcia ze strony światowych instytucji, warto zadać sobie pytanie czy dalsze, uporczywe spożycie w sytuacji kaca ma sens? Kryzys finansowy Grecji nie jest nowym zjawiskiem. Nieprzerwanie od 30 lat kraj ten notował deficyty budżetowe, które w oczywisty sposób musiały prowadzić do coraz to większego zadłużania się państwa. Dług publiczny sięga tam obecnie ok. 120% PKB. Przyczyn tego stanu rzeczy jest oczywiście wiele. Niewątpliwie, najważniejszą była i jest skrajnie nieodpowiedzialna polityka socjalna kolejnych greckich rządów. Polityka ta przez szereg lat cechowała się absurdalnymi wręcz dofinansowaniami i dotacjami. Grecy pracujący w sektorze publicznym (stanowią ok. 50% ogółu zatrudnionych!) otrzymywali m.in. bonusy za niespóźnianie się do pracy czy regularne mycie rąk. Stosunkowo wysokie emerytury były naliczane na podstawie ostatnich pięciu przepracowanych lat, a specjalne dodatki za umiejętność obsługi komputera, ksera czy znajomość języka były czymś zupełnie (jak na standardy greckie) normalnym. Nikt nie przejmował się konsekwencjami. Spirala rosnącego w postępie geometrycznym długu musiała doprowadzić wcześniej czy później do katastrofy. Światowe instytucje finansowe śmiało pożyczały Grecji pieniądze z absurdalnym zabezpieczeniem: kraj należący do strefy Euro nie tylko nie może zbankrutować, ale w sytuacji jakiegokolwiek zagrożenia brakiem płynności finansowej, otrzyma bezpośrednią pomoc ze strony krajów członkowskich. Jak napisała Ayn Rand „można uniknąć rzeczywistości, ale nie można unikać konsekwencji unikania rzeczywistości". Naród wyszedł na ulice... Wszyscy jesteśmy świadkami batalii o uratowanie Grecji przed bankructwem. Ministrowie finansów krajów strefy Euro w porozumieniu z Międzynarodowym Funduszem Walutowym oraz Europejskim Bankiem Centralnym uzgadniają wysokości kolejnych transz pomocowych. Zadajmy jednoznacznie brutalne pytanie: czy ta pomoc cokolwiek zmieni? Musimy także uświadomić sobie jeden podstawowy fakt, że GRECJA JUŻ JEST BANKRUTEM! Biorąc pod uwagę zobowiązania państwa wobec przyszłych pokoleń dług publiczny śmiało można oszacować na dziesięciokrotność rocznego PKB. Leczenie kaca przy pomocy kolejnej libacji jest nie tylko nieskuteczne, ale w jawny sposób szkodliwe. Stwarza niebezpieczny precedens. Precedens, który zwalnia z drastycznych i koniecznych reform rządy pozostałych państw ze strefy Euro. Potwierdza bardzo złudne przekonanie, że w sytuacji zagrożenia każdy kraj otrzyma pomoc. W stronę Komisji Europejskiej rozpaczliwie spoglądają już kolejne europejskie „świnki" (ang. PIGS- skrót od pierwszych liter państw: Portugal, Irleand(&Italy), Greece, Spain), czyli kraje w których problemy finansowe dopiero wychodzą na światło dzienne. Nietrudno przewidzieć, że przy realizacji aktualnych planów pomocowych wartki strumień Euro nie dotrze nawet do greckich granic, ale odbije i jeszcze szybciej powróci do głównych wierzycieli, czyli francuskich i niemieckich banków. Nawiasem mówiąc, tłumaczy to szczególne zainteresowanie kierowników politycznych UE (Niemiec i Francji) jak najszybszym przekazaniem dotacji. Operacja ta kupi Grecji trochę czasu, ale bez przedsięwzięcia kluczowych reform problem z całą pewnością powróci. Bankructwo jest faktem i dla wspólnego dobra musi zostać przeprowadzone profesjonalnie, aby nie doprowadziło do zachwiań w pozostałych krajach strefy Euro. Wyjście z tego finansowego impasu musi dotyczyć zarówno samej Grecji jak i jej wierzycieli. W trybie natychmiastowym powinna zostać przeprowadzona głęboka reforma finansów publicznych oraz radykalna zmiana kierunku polityki społecznej państwa. Ważne jest samo uświadamianie obywateli, co w dłuższej perspektywie wpłynie na ich mentalność i pozwoli zrozumieć konsekwencje „przytulnej" polityki socjalnej. Przedsięwzięcie wymienionych wyżej działań jest warunkiem koniecznym, ale niestety niewystarczającym. Biorąc pod uwagę obecne warunki najważniejszym działaniem wydaje się być fizyczna redukacja znacznej części greckiego długu przez wierzycieli (znamy takie przypadki z przeszłości) oraz wydłużenia okresu zapadalności pozostałego. Utrzymywanie na finansowym respiratorze trupa jedynie pozbawi nas kilkudziesięciu miliardów euro i przedłuży agonię, która wcześniej czy później może zakończyć się tylko w jeden sposób: bliżej nieokreśloną formą bankructwa. Pozwólmy Grecji zbankrutować już teraz i dajmy szansę na nowy, lepszy początek... Kamil Kądzielawa
czytaj więcej...

(16 komentarzy)

Jest to część ankiety opracowanej i przeprowadzonej w styczniu 2011 przez ówczesnego Dyrektora Centrum Polonii, Marka Ciesielczyka, wśród 182 uczniów sześciu klas maturalnych i przedmaturalnych w zespołach szkół ponadgimnazjalnych nr 1 i 2 w Dąbrowie Tarnowskiej oraz w Brniu. (zdjęcie Piotra Barszczowskiego) Na pytanie: „W jaki sposób młodzież w powiecie dąbrowskim spędza najchętniej wolny czas?" - 12 % - zapytanych odpowiedziało: „Nie wiem", 24 % - w barze, pijąc piwo 15 % - na dyskotece 14 % - w lokalnej pizzerii 11 % - na prywatnych imprezach, pijąc alkohol 7 % - przed komputerem 4 % - uprawiając sport 3 % - w kinie 3 % - nudząc się 2 % - na basenie 2 % - w parku, na ławce, pijąc alkohol 1 % - przed telewizorem 0,5 % - pracując jako wolontariusz 0,5 % - ucząc się 0,5 % - uprawiając seks 0,5 % - czytając książkę Wynika więc z tego, że większość młodzieży spędza wolny czas najchętniej w barze, dyskotece lub lokalnej pizzerii, a zaledwie 10 % - uprawiając sport, na basenie, w kinie, ucząc się lub czytając książkę. Warto przytoczyć tutaj zdanie: „ ... nie ma możliwości, aby spędzić wolny czas w ciekawy sposób, więc młodzież się nudzi". Na pytanie: „Jakie są główne potrzeby młodych ludzi w powiecie dąbrowskim?" - 33 % - zapytanych odpowiedziało „Nie wiem", 17 % - rozrywka, więcej imprez i dyskotek 10 % - wizyty w barach z alkoholem, zakup alkoholu w sklepach 9 % - znalezienie pracy, większe dochody 5 % - kursy językowe 5 % - uprawianie sportu, nowa hala sportowa 4 % - przebywanie przed komputerem 4 % - kursy tańca 3 % - nowe miejsca, instytucje, gdzie można ciekawie spędzić wolny czas np. w weekendy 3 % - seks 3 % - poznawanie nowych, ciekawych ludzi 2 % - kino, teatr 2 % - inne odpowiedzi, np. tańsze bilety na basen i do kina, wyrozumiałość nauczycieli, odrzucenie wulgaryzmów, „Żeby zarobić, ale się nie narobić", potrzeba samorealizacji, potrzeba akceptacji. Warte zacytowania są zdania: „Znalezienie dobrej pracy, żeby nie trzeba było wyjeżdżać za granicę" , „Potrzeba motywacji, gdyż obserwując to, co się dzieje, wiele osób ją utraciło".   Na pytanie: „Co Twoim zdaniem należy do mocnych, a co do słabych stron młodzieży w powiecie dąbrowskim?" - 37 % - zapytanych odpowiedziało: „Nie wiem" 18 % - nałogi, np. alkoholizm, narkomania 8 % - agresja 7 % - lenistwo 6 % - bierność 4 % - brak motywacji i ambicji 3 % - chamstwo i znieczulica 3 % - brak tolerancji 2 % - brak perspektyw, brak możliwości podjęcia pracy 2 % - arogancja ----------------------------------------------------- 4 % - gotowość do niesienia pomocy innym 2 % - usportowienie 1% - przyjaźń 1 % - spontaniczność 1 % - pomysłowość 1 % - odwaga Jak widać, młodzież sama widzi prawie wyłącznie „słabe strony" . Wybrane odpowiedzi: „Żadnych mocnych stron, a słabych jest zbyt wiele, by je tu wymienić", "Łatwo się poddajemy i nie widzimy sensu w robieniu czegoś, co prowadzi do celu, gdyż zakładamy, że i tak się nie uda", „Dużo chęci, brak perspektyw", „Nie rozbudzona inteligencja", „ Pijemy alkohol, bo nie widzimy perspektyw na przyszłość", „Młodzież chce coś osiągnąć, ale nie ma kogoś, kto może nas 'poprowadzić' „   Komentarz księdza Andrzeja Augustyńskiego (twórcy „SIEMACHY") do wyników ankiety: Gołym okiem widać, że obraz nie jest optymistyczny. Wyniki sondażu nie tylko poświadczają brak rozwijającej oferty dla młodzieży w powiecie dąbrowskim, ale także w nieco głębszej warstwie brak oczekiwania takiej oferty. Respondenci są raczej zblazowani i reprezentują popkulturowe style życia. To zaś najpierw wystawia słabe referencje instytucjom klasycznie odpowiedzialnym za edukację i wychowanie, ale także całej sferze nieformalnej, czyli np. środowiskom rówieśniczym. Pokuszę się więc o dwie konstatacje. Po pierwsze, pożądanej zmiany nie da się osiągnąć prostymi metodami. Wymaga ona przemyślanej strategii. Nie chodzi przecież o więcej dyskotek, ani nawet o łatwiejszy dostęp do rynku pracy, jeśli zarobione pieniądze mają być wydane na alkohol. Upraszczając, szkoda pracować, jeśli zarobione pieniądze mają być przepite. Po drugie, wyniki manifestują słabość nieformalnych sposobów wychowania, czyli tego, co Znaniecki nazywał samowychowaniem. Dominuje postpeerelowski model myślenia, wedle którego jedynie dorośli mają organizować życie młodzieży. Nie widać przejawów inicjatywy. Podczas, gdy moim zdaniem kluczem do sprawy są liderzy młodzieżowi. Bez nich żadna zmiana nie nastąpi. Ja od tego rozpocząłbym wszelkie działania. Polecamy film „Czekając na sobotę": http://vimeo.com/16238575 ____________________________________________________________________________________________________________ Zachęcamy uczniów z Powiśla Dąbrowskiego do współredagowania rubryki „BEZ ŚCIEMY" zarówno w piśmie jak i portalu. Czekamy na Wasze artykuły, zdjęcia, a także krótkie filmy. ____________________________________________________________________________________________________________
czytaj więcej...

(16 komentarzy)

Jak mieszkańcy Powiśla stawali się Polonią amerykańską dzięki sfałszowanym paszportom? - Przedstawiona tu historia jest prawdziwa. Została zrekonstruowana na podstawie dokumentów zgromadzonych w archiwach IPN. Dotyczy grupy mieszkańców naszego regionu, którzy pod koniec lat 70. chcieli wyjechać do USA, a nie mogli otrzymać amerykańskiej wizy. Bezpośrednio po powstaniu „Solidarności" w lecie 1980 roku regionem tarnowskim wstrząsnęła „afera paszportowa". Okazało się, że dzięki sfałszowanym paszportom oraz wizom amerykańskim wielu mieszkańcom regionu, przede wszystkim z Powiśla Dąbrowskiego, udało się wyjechać do USA. Prawie nikt jednak do dzisiaj nie wie, że wykrycie i ujawnienie tej sprawy zmusiło PRL-owskie służby specjalne do zakończenia jednej z najważniejszych jej operacji przełomu lat 70. i 80. Jednym z członków grupy fałszującej paszporty był bowiem śledzony od dłuższego już czasu przez Służbę Bezpieczeństwa oraz jej tajnych współpracowników Antoni B. - nauczyciel jednej ze szkół tarnowskich, podejrzewany o działalność szpiegowską na rzecz Bundesnachrichtendienst, to jest zachodnioniemieckiego odpowiednika CIA. Aresztowanie w owym czasie tego człowieka pod zarzutem fałszowania paszportów przerywało proces jego obserwacji. Komunistycznym służbom specjalnym zależało na tym, by śledząc podejrzanego o szpiegostwo na rzecz RFN, zebrać jak najwięcej informacji na temat jego kontaktów i rozpracować całą „siatkę szpiegowską". Kontynuacja operacji o nazwie „KAMELEON" była tak bardzo ważna dla PRL-owskiego kontrwywiadu, że Służba Bezpieczeństwa próbowała interweniować w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, by nie stawiać zarzutów i nie aresztować podejrzanego o udział w fałszowaniu paszportów Antoniego B. Oprócz niego do grupy fałszerzy należeć mieli Jan K., Franciszek Sz. i Mieczysław Sz. Jeszcze dzisiaj żyje na Powiślu sporo ludzi, którzy ich pamiętają. Gdy ktoś chciał wyjechać do USA, a nie mógł otrzymać wizy na swoje nazwisko, fałszowali oni paszport za 300 – 1.000 dolarów, co ułatwiało uzyskanie amerykańskiej wizy. W ten sposób wielu mieszkańców Powiśla Dąbrowskiego stało się członkami społeczności polonijnej, zwłaszcza w Chicago, jak np. Maria Ł. z Woli Żelichowskiej czy Tadeusz K. z Niwek. Marek Ciesielczyk ciąg dalszy nastąpi w kolejnym numerze naszego pisma na początku września
czytaj więcej...

(6 komentarzy)

Niektórzy ludzie pytają, czy ma sens ujawnianie dzisiaj informacji na temat współpracy z komunistycznymi służbami specjalnymi w czasach PRL-u. Są nawet tacy, którzy chcieliby spalić lub zamurować archiwa Instytutu Pamięci Narodowej.   na zdjęciu: kwestionariusz TW SB „69" - by go powiększyć, kliknij lewą stroną myszki na obrazek Przykład znanego działacza polonijnego, a później ostatniego Dyrektora Sekcji Polskiej Radia Wolna Europa pokazuje, że warto ujawniać tego typu informacje nie tylko ze względu na dążenie do prawdy historycznej i stosownej oceny moralnej byłych kapusiów komunistycznych, ale przede wszystkim ze względu na bezpieczeństwo różnych instytucji naszego państwa, gdzie ludzie ci mogą być nadal aktywni. Gdy na przykład były tajny współpracownik SB jest dzisiaj radnym, burmistrzem, posłem, prokuratorem czy sędzią, może być szantażowany przez swych byłych oficerów prowadzących z SB, którzy mogą dzięki swej wiedzy na temat przeszłości tajnych współpracowników np. wygrywać przetargi, (gdy sami są dzisiaj przedsiębiorcami), wymuszać korzystne dla siebie decyzje polityczne czy też wyroki sądowe etc. Będziemy starali się w naszym piśmie ujawniać informacje na temat kapusiów komunistycznych oraz oficerów SB, którzy zajmują eksponowane stanowiska. Zaczniemy od bliskiego wielu mieszkańcom Powiśła podwórka polonijnego. Piotr Mroczyk działał w "Solidarności" Radia i TV w latach 1980-1981, był wiceprzewodniczącym Krajowej Komisji Koordynacyjnej Pracowników Radia i Telewizji. Później (w latach 80. i 90.) przebywał w USA, pracując w "Głosie Ameryki", następnie zorganizował w Waszyngtonie Fundację Solidarności „w celu pomagania internowanym i więźniom politycznym". W USA Mroczyk był także właścicielem tygodnika "Gwiazda Polarna", a następnie - dyrektorem Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa w Monachium (w latach 1989-1994). Został uhonorowany przez Prezydenta RP Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski za "wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce, za zaangażowanie w walkę o wolność słowa i wolne media". Niedawno jednak piszący te słowa odkrył w IPN dokumenty, które wskazują, iż Mroczyk był tajnym współpracownikiem SB, działającym pod kryptonimem „69". ciąg dalszy nastąpi w kolejnym numerze naszego pisma na początku września
czytaj więcej...

(5 komentarzy)

Gdybyśmy przyjęli za słownikiem, że nepotyzm to tylko „nadużycie zajmowanego stanowiska przez faworyzowanie, protegowanie krewnych lub ulubieńców", nasze „dąbrowskie drzewo genealogiczne" trudno byłoby zakwalifikować do zjawisk mających coś wspólnego z nepotyzmem. Jeśli bowiem żona starosty pracuje w innej instytucji publicznej, co więcej, jeśli została tam zatrudniona jeszcze zanim mąż został starostą, to na pewno nie jest to nepotyzmem. Dlaczego córka starosty nie może pracować w prokuraturze np. jako stażystka? Przecież gdzieś musi pracować. Dlaczego brat starosty nie może być dyrektorem gminnej jednostki? Oczywiście, że może. Jeśli żona wójta pracowała już urzędzie gminy, zanim został wójtem, to czy powinien ją zwolnić po objęciu urzędu? Krewni „notabli" lokalnych nie mogą być dyskryminowani. To prawda. Ale jeśli np. krewny starosty zatrudniany jest w innej instytucji i w tym samym czasie krewny kierującego tą instytucją, który jest dobrym znajomym starosty, zatrudniany jest w starostwie, to wówczas można mieć już wątpliwości, czy taka sytuacja powinna mieć miejsce. Gdzie jest granica? Jeśli takich powiązań jest zbyt wiele, czy nie można już mówić o czymś, co w ostatnich latach nazywane jest „układem"? Na tzw. Zachodzie nawet w instytucjach niepublicznych nie mogą pracować najbliżsi krewni. Na pewno bliscy krewni radnych (np. małżonek, dziecko) nie powinni pracować w urzędzie gminy, gdzie rodzic czy małżonek jest radnym. Tylu młodych, zdolnych mieszkańców powiatu dąbrowskiego nie może tu znaleźć pracy, co więcej, nie ma szans, by pracować nawet tylko w charakterze stażysty. Czy tak powinno być? Czekamy na Wasze opinie. Co dzisiaj oznacza „nepotyzm", co oznacza „układ" lokalny? Co powinno być dozwolone, a przeciw czemu powinniśmy protestować. Gdy piszemy tutaj, że ktoś pracuje np. Urzędzie Miejskim, oznaczać może to także zatrudnienie w jednostce tego urzędu (np. USC). Zachęcamy Czytelników do uzupełniania tego „drzewa genealogicznego" dąbrowskich „sfer wyższych" i przysyłania informacji na temat zatrudniania / pracy krewnych, znajomych czy towarzyszy partyjnych w różnych instytucjach publicznych na terenie naszego powiatu. Aby odczytać szczegóły obrazka - albo kliknij raz lewą stroną myszki na górny obrazek, albo kliknij na dolny obrazek prawą stroną myszki i wybierz "POKAŻ OBRAZEK" - wówczas zobaczysz powiększony obraz.
czytaj więcej...

(23 komentarzy)

Aby odczytać szczegóły obrazka - albo kliknij raz lewą stroną myszki na górny obrazek, albo kliknij na dolny obrazek  prawą stroną myszki i wybierz "POKAŻ OBRAZEK" - wówczas zobaczysz powiększony obraz.
czytaj więcej...

(22 komentarzy)